
Żyj po swojemu!
Żyj na własnych zasadach!
to się dobrze sprzedaje
w pełni popieram założenia
ale jak jest z realizacją
wia-do-mo.
Uśmiechamy się pobłażliwie do tych wszystkich zmian w weekend, wielkich transformacji, warsztatów na Bali. Wiemy, że życie to nie jest jedna długa rolka na Instagramie.
Zmiana.
Trzeba się zmienić. Trzeba być innym. Awansować. Mieć karierę. Rodzinę. Pasje. Trzeba. Dużo rzeczy w życiu trzeba.
Wszyscy opowiadamy sobie tę samą bajkę pod tytułem: Zrobię to, jak tylko znajdę czas.
Czekamy, aż kosmos się wyrówna, dzieci dorosną, a w pracy nastanie mityczny spokój.
I czasem nagle czujesz ten przypływ. Że to już, teraz, ta zmiana, o której tyle myślisz. To ten poniedziałek, w który wystartujesz. Pierwszy dzień miesiąca. Idealnie. Kupujesz nowy planer, instalujesz aplikację, czujesz tę ekscytację na myśl o nowym/ nowej JA.
Wtedy jeszcze wydaje się, że to tylko kwestia techniczna. Że wystarczy usiąść i po prostu to wszystko poukładać: zweryfikować pragnienia, zważyć możliwości, spisać zasoby i nazwać ograniczenia. Przecież po to są te wszystkie rubryki w nowym planerze. Wypełniasz je i czujesz, że skoro już wiesz, czego chcesz, to najtrudniejsze za Tobą. Teraz „tylko” wdrożenie.
I właśnie wtedy, kiedy już to wszystko ponazywasz, przychodzi ta obezwładniająca pokusa, by to, co było z Tobą dotąd – rzucić w cholerę. Bo obudzone pragnienia krzyczą, że odtąd chcesz żyć zupełnie inaczej. Nagle czujesz, że możesz wszystko, że masz w sobie ten mityczny pełen potencjał i zaraz rozbijesz bank.
A potem przychodzi wtorek.
I okazuje się, że wykonanie głupiego telefonu z reklamacją do sklepu jest czymś, co Cię przerasta. Mnie zresztą też. Ten „pełen potencjał” nagle chowa się pod kołdrę, bo trzeba skonfrontować się z niemiłym panem z obsługi klienta.
Szukasz inspiracji w biografiach wielkich ludzi, patrzysz na ich globalne dokonania i myślisz o swoich krokach: takie byle co, nie? Miliardów nie przyniosło, globalnie bez znaczenia. Ale to właśnie te „byle jakie” kroki budują Twoją rzeczywistość.
Tylko że robienie tych małych rzeczy jest przeraźliwie nudne i trudne. Więc uciekasz w zasuwanie. Wolisz wziąć na siebie kolejny projekt, dopisać dziesięć punktów do listy i paść wieczorem ze zmęczenia, byle tylko nie poczuć, że stoisz w miejscu.
Więc po co tak właściwie zasuwasz? Żeby do czegoś dobiec, czy żeby nie musieć się wreszcie zatrzymać?
Tak uczciwie: wiesz właściwie, co chcesz osiągnąć? Jaki ma być rezultat Twoich działań?
Możesz nie wiedzieć. To ludzkie. Tylko po co wtedy tak zasuwać?
Choć internet karmi Cię złudzeniem, że wszystko da się załatwić w trymiga – trzema sposobami na to i pięcioma krokami do tamtego.
Nikt Ci nie powie wprost, że te wszystkie gotowe formuły i magiczne triki działają wyłącznie na papierze. Kupujesz kolejny kurs o ekspresowym rozwoju, a potem przychodzi wtorek. I między kawą a mailem, którego boisz się wysłać, zostajesz z tym samym poczuciem, że po prostu nie dajesz rady.
Ty już wiesz, jak pracować dużo, żeby potem pracować jeszcze więcej.. Nie potrzebujesz kolejnej instrukcji sukcesu, która obiecuje, że od jutra wszystko pójdzie gładko.
U mnie nie znajdziesz trzech złotych zasad. Znajdziesz za to mnóstwo sposobów – i będziemy je testować do skutku.
Bo wierzę, że nie szuka się jednego sposobu, który zadziała. Szuka się ich w nieskończoność. Ćwiczy się je, sprawdza, porzuca i podnosi z ziemi po każdej porażce. Rozwój, w który ja wierzę, to nie jest oświecenie pod palmą – to niezłomne trenowanie codzienności. To planowanie porażek i dbanie o to, żebyś miał siłę je udźwignąć.
Teraz potrzebujesz kogoś, kto pomoże Ci przestać wierzyć w te ekspresowe sposoby i zacznie z Tobą rzetelną robotę nad tym, co realnie masz w kalendarzu. I męstwa, żeby wyrzucić z niego to, co Cię dusi.


„Odwaga zaczyna się od odważnego stawienia czoła i pozwolenia sobie na bycie zauważonym”
— Brene Brown
siudzinska.eu
coach i moderator design thinking
